Wywiad z Piotrem Skoczeniem, członkiem grupy Pomorze 1945

User Rating: / 2
KiepskiSuper 

Mam przyjemność rozmawiać z reprezentującym grupę Pomorze 1945 Piotrem Skoczeniem, który przed miesiącem został odznaczony przez władze Federacji Rosyjskiej. Zgodził się udzielić specjalnie dla portalu historycznego historia-news.pl wywiadu podczas prac ekshumacyjnych w Korzęcinie.
Piotr Skoczeń

- Panie Piotrze, proszę powiedzieć nam kilka słów na ten temat. To był medal, czy może order?

- Żaden order, żaden medal. To tak naprawdę tylko honorowa odznaka, którą departament obrony ministerstwa obrony Federacji Rosyjskiej przyznaje ludziom zasłużonym w poszukiwaniu poległych żołnierzy. Sądząc po numerach porządkowych to dosyć cenna odznaka, a na dodatek byliśmy chyba pierwszymi cudzoziemcami, którzy zasłużyli na ten zaszczyt. Co do ceremonii, to wszystko odbyło się w mieście Orzeł nad Oką, gdzie miało miejsce podsumowanie całorocznej akcji ekshumacyjnej, które Rosja przeprowadza w ramach zorganizowanych działań koordynowanych przez ministerstwo obrony.

- Kto wręczał wam te odznaczenia? Sam minister Sierdiukow?

- Nie. To był dyrektor departamentu ministerstwa zajmującego się tymi działaniami. Nie jest to może jakaś specjalna nagroda państwowa.

- Czy ktoś wie w pana gminie, co pan robi „po godzinach”, panie Piotrze?

- Nie mam pojęcia, ale przecież każdy ma jakieś hobby. Ja mam akurat takie.

- Skąd takie hobby?

- Historią interesowałem się już od dziecka, gdy przeczytałem encyklopedię wojskową, co było dość ciekawą lekturą. Nie kształciłem się dalej w tym kierunku, ale pasja pozostała.

- Nie wszyscy pasjonaci zabierają się za odkopywanie grobów.

- Kiedy nie było już co czytać, doszedłem do wniosku, że więcej trzeba szukać samemu. Za pośrednictwem mojego dobrego kolegi Pawła Pawłowskiego trafiłem na ludzi z organizacji Pomorze 1945. I tak działamy już dobre cztery lata.

- Jaka jest pana rola w grupie?

- Zajmuję się głównie sprawami dokumentacyjnymi, abyśmy wiedzieli gdzie i czego szukać. Niestety niewiele na ten temat napisano, a to co napisano, rzadko pokrywa się z tym, co działo się w rzeczywistości. Dlatego musimy sięgać głębiej, do archiwów. W Polsce jest to Centralne Archiwum Wojskowe, w Niemczech Bundesarchiv-Militärarchiv we Freiburgu, a w Rosji Centralne Archiwum Ministerstwa Obrony Rosji w Podolsku pod Moskwą.

- Ale chyba gdyby archiwa miały wszystkie informacje, to władze państwowe zajęłyby się identyfikacją ofiar wojennych, a nie takie grupy pasjonatów jak wasza?

- Dlatego jest też drugie źródło informacji, czyli działania terenowe. Trzeba jeździć, rozmawiać, pytać ludzi, którzy przyjechali tu zaraz po wojnie. Często byli wówczas dziećmi, ale zawsze coś tam pamiętają. Nasze działania są następstwem kompilacji wiedzy z tych dwóch źródeł.

- I tak trafiamy na takie miejsca, jak dziś w Korzęcinie?

- Tak. Gdy znajdujemy grób, zazwyczaj już wiemy, kto powinien tutaj leżeć, z jakiej jednostki, z jakiego okresu. To może pomóc w identyfikacji człowieka, co jest naszym celem, a nie jest to proste, bo na przykład polegli żołnierze radzieccy nie posiadają identyfikatorów.

- Ale przecież nie zawsze jest tak, jak tutaj, że jest jakaś mogiła? Niektórzy żołnierze są pochowani w przysłowiowym szczerym polu.

- Takiego żołnierza może wykopać na przykład rolnik podczas orki. To nic nadzwyczajnego, zdarza się dość często. Problem w tym, że ludzie w takich sytuacjach chcą uniknąć... problemów. Odkopują i szybko zakopują. A wystarczy do nas zadzwonić, czy napisać maila. My już wtedy przyjedziemy i zajmiemy się wykopanym żołnierzem. Namiary można znaleźć na naszym portalu.

- O taką postawę wspólnie apelujemy i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Przemysław Łonyszyn

 
Nasz Newsletter

*

(*) Pola obowiązkowe

Rozmiar czcionki